Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/do-polaczyc.dlugoleka.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server279788/ftp/paka.php on line 5
Wreszcie wróciła do łóżka i leżała bezsennie przez długi czas,

przedstawienia. I będzie dawał kolejne, bo chce się zemścić na tobie.

Skinął głową i ledwo zauważalnie zacisnął usta.
Nareszcie przy wsparciu wydziału uzyska odpowiedzi. Przy odrobinie szczęścia, zanim
duchów. Nie gonią autobusów i samochodów na autostradzie, nieważne, ile razy ktoś do nich
– Skup się – powtarzała sobie. – Skup się.
Wszędzie kręcą się ludzie, głównie żeglarze i rybacy, ale nikt na mnie nie patrzy, nie
bardziej się nadajesz na ojca niż ona na matkę, i to mimo że za dużo pracowałeś, za bardzo
pościg za Jennifer w San Juan Capistrano sprawił, że ból w nodze się spotęgował, wziął ją i
dzisiaj spali lewe prawo jazdy z Oregonu.
po raz pierwszy kochali się na piasku.
– Słuchaj, Bentz, zostaw to zawodowcom – mówił Hayes. Od tonącej „Meny Annę”
- Straciłam przytomność, znalazła mnie jakaś łódź. Ocknęłam się trzy dni później. - A Kelly? - Kelly zawsze się udaje - powiedziała Caitlyn. - Ją też ktoś znalazł i zawiózł do szpitala jeszcze przede mną. Myślę, że najbardziej zmartwiła ją utrata łodzi. Pluła sobie później w brodę, że jej nie ubezpieczyła. - Uśmiechnęła się i dodała: - Ale jakoś nigdy nie wspomniała, że chce kupić nową. - Czy możesz mi coś jeszcze o niej opowiedzieć? Caitlyn przewróciła oczami. - Mnóstwo rzeczy. Jest szalona i odważna. Bystra. W dzieciństwie ciągle pakowała nas w kłopoty, mnie i mojego przyjaciela Griffina. Teraz pracuje w Maxxellu jako zaopatrzeniowiec. Często wyjeżdża, za często... Nie układa jej się z resztą rodziny. - Dlaczego? - Przez ten wypadek na łodzi. Nie tylko przepuściła sporą część pieniędzy zgromadzonych w funduszu, ale też omal nas nie zabiła. - Caitlyn skubała chusteczkę. Czekał. Przygryzła wargę. Tak trudno mówić o pewnych sprawach. - Caitlyn? - Głos Adama zmienił rytm jej serca. To było beznadziejnie głupie. Poczuła zapach mydła i płynu po goleniu, zapach, który drażnił jej zmysły. - Jest jeszcze coś, prawda? - zapytał i przez moment miała ochotę wtulić się w niego i przywrzeć do niego całym ciałem. - Nie wiem, czy powinnam o tym mówić - przyznała, strzępiąc chusteczkę. Czekał. - Jak uważasz. To twoja decyzja. Myślała, że dotknie jej, poklepie po ramieniu, obejmie. Chciała tego. Chciała poczuć dotyk zatroskanego mężczyzny. Zobaczyła wahanie w jego oczach. Nagle wstał z kanapy, jakby zdał sobie sprawę, że nie powinien siedzieć tak blisko niej, że to niebezpieczne. Wrócił na swój fotel. Caitlyn uznała, że skoro zabrnęła tak daleko, nie może już się cofnąć. Potrzebuje pomocy. Za wszelką cenę musi odzyskać równowagę, a Adam ma jej w tym pomóc. Wzięła głęboki oddech. - Kilka lat temu Kelly oskarżyła Charlesa. To było zaraz po wypadku na łodzi. Oskarżyła mojego starszego brata, że... że przychodził do jej pokoju i... - wypuściła powietrze. Na samo wspomnienie zadrżała i zrobiło jej się niedobrze. - ...że ją molestował. Adam się nie poruszył. - Wierzysz jej? Powoli skinęła głową. Przypomniała sobie Charlesa. Dziesięć lat starszy. Budził zaufanie. Ulubieniec ojca. Ścisnęło ją w żołądku. - Dlaczego? Zapiekło ją pod powiekami, ale postanowiła być dzielna. Nie uroni ani jednej łzy. - Bo mnie też molestował.
- ...o Boże, Caitlyn, ona nie żyje. Mama nie żyje! - Głos Hannah zadrżał, przechodząc w gwałtowny, rozdzierający szloch. Caitlyn znieruchomiała za biurkiem, oderwana od pracy nad projektem. Nie szło jej najlepiej; denerwowała się przed dzisiejszym spotkaniem z prawnikiem, a na dodatek dręczyły ją niejasne myśli i sprzeczne uczucia wobec Adama. - Poczekaj. - Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. - Uspokój się. - To musi być pomyłka. Musi. Może Hannah znów brała jakieś narkotyki. Już kiedyś przedawkowała LSD, może ma halucynacje. - Mama jest w szpitalu. Pamiętasz? Ma tam doskonałą opiekę i... - I nie żyje! Nie rozumiesz? Nie żyje! Caitlyn pokręciła głową. Owszem, matka była schorowana, ale przecież leżała w szpitalu, pod dobrą opieką i właśnie dochodziła do siebie. - To nie może być prawda. - Ale jest, na miłość boską! Prawdopodobnie ktoś ją zabił. - Zaraz, zaraz, to coś nowego! - Naprawdę? Naprawdę tak myślisz? Nie widzisz, co się dzieje? - wykrzykiwała Hannah. - Wiem, że już było lepiej, jej stan się stabilizował, tak mówili lekarze, a potem... potem... Troy odebrał rano telefon ze szpitala, dzwonił lekarz dyżurny, powiedział, że mama umarła we śnie. Jak? Jak to się mogło stać? Caitlyn, oszołomiona, odchyliła się na krześle. - Nie wiem. Jesteś pewna? - Zadzwoń sama do tego cholernego szpitala, jeśli mi nie wierzysz. - Hannah znów się rozpłakała i dopiero teraz do Caitlyn dotarło, że matka naprawdę nie żyje. Poczuła wielki ciężar na sercu. Matka nie żyje? Czy to możliwe? - Była... była chora. Może po prostu odeszła. - Tak, akurat! - Hannah głośno pociągnęła nosem. - Myślę, że ktoś jej pomógł. Dlaczego nie zadziałała ta pieprzona nitrogliceryna, co? A Amanda - myślisz, że to zbieg okoliczności, że w tydzień po śmierci Josha miała wypadek? Nie, to jest celowa robota. Ktoś do nas strzela jak do kaczek, po kolei. Caitlyn zmroziło krew w żyłach. Hannah powiedziała głośno to, o czym ona sama bała się nawet myśleć. Ktoś systematycznie zabija członków ich rodziny. Ale kto? Kto chciał ich śmierci? A ty, Caitlyn? To ty masz kłopoty z pamięcią. To w twoim pokoju było pełno krwi. - Co mówią w szpitalu? - zapytała, odpychając natrętne oskarżenia. - Nie wiem. Troy ma zadzwonić do lekarza dyżurnego i do doktora Fellersa, ale myślę, że w szpitalu będą chcieli chronić własne tyłki. - Jesteś sama? - Tak, jeśli nie liczyć Lucille. - Ona też się liczy. Jak to znosi? - Już zaczęła pakować swoje rzeczy - powiedziała Hannah głosem pełnym dezaprobaty. - Co takiego? - Słyszałaś. Natychmiast kupiła bilet w jedną stronę na Florydę. Powiedziała, że nie ma powodu, dla którego miałaby tu zostać. Nie ma tu własnej rodziny. Jej córka nigdy do niej nie dzwoni i nie przyjeżdża, a teraz jeszcze odeszła mama, więc Lucille przeprowadza się do swojej siostry. - Tak szybko?
– Bledsoe zawsze szuka kozła ofiarnego.
detektywów były napięte jak postronki, byli na skraju wybuchu. Bo prawda jest taka, że

nawet wie, co się dzieje z ciałem w wodzie.

Polizał ją serdecznie, a potem ukrył się pod kołdrą. Olivia opadła na posłanie. Głaskała go po
– Jak ci na imię? – zapytał.
– Daleko do Parker Center? – pyta, zapinając pas bezpieczeństwa. Siadam za kierownicą.

że wybrał Fortunę, bo miała związek z Jennifer.

- Więc co?
Zmarszczyła brwi.
cóż, mamy te ciała w kanałach. Tak wygląda psychika

– Co?

Zatrzymała się na chwilę, gdy przystanął, żeby
wszystkich, którzy mogli coś wiedzieć
zamknąć oczy, by usłyszeć szczęk stali... Czy wspominała tamte chwile